czwartek, 24 grudnia 2015

2016. Merry Christmas!


Cała ekipa Cheltenham Stable i FH życzy Wesołych Świąt


Kyle obudził mnie dobrze po dziesiątej jak na Wigilię przystało. Tradycyjnie chłopcy nakarmili nasze dzieci, pozwalając mi dłużej pospać, a raczej narobić sobie sińców pod oczami od przygotowywania dzień wcześniej ciast, uszek, a także pakowania prezentów. Blondyn wszedł do łóżka w brudnych, czarnych bryczesach i ciepłym błękitnym swetrze z reniferopodobnym stworzeniem, po czym mocno mnie przytulił, następnie dosłownie wynosząc spod ciepłej pościeli. Ominęłam specjalnie wzrokiem lustro, nie chcąc się zastanawiać, dlaczego właściwie tak mnie kocha. Położył mi bordowe bryczesy i chyba już tradycyjnie swój jasny sweter ze śnieżynkami i świątecznymi wzorkami, Tym razem pozwoliłam sobie mocniej się pomalować, a następnie zeszłam na dół.
W tamtym momencie miałam ochotę posikać się ze szczęścia, w moje ramiona wskoczyła Elvia, dosłownie. Próbowałam ją złapać, ale chyba przesadziłam z tym poczuciem własnej siły i zaraz runęłyśmy na, dzięki bogu, miękki dywan. Gdzieś spomiędzy jej blond włosów wychylił się zadowolony Connor. Dlaczego był taki szczęśliwy? Oczywiście dorwał się już do moich pierników, które wisiały na choince. Poderwałam się do góry, zrzucając El na ziemię, po czym rzuciłam się na jej cudownego chłopaka;
- Hej, hej, hej! Rączki przy sobie - chłopak olał mnie i zaczął zdejmować kolejne ciasto, za co zdzieliłam go po łapkach - No już, dalej! - spojrzał na mnie jakbym zabrała mu ulubioną zabawkę.
Elvia zabrała jednak pierniczka i wręczyła Connorowi.
- Ej! Święty Mikołaj patrzy! - krzyknęłam.
Con spojrzał z wyrzutem, po czym z zapchaną buzią zaczął mówić:
- Święt... - kawałek wypadł mu z ust - y Mikołaj nie istnieje.
Elvia poderwała się na nogi i otworzyła szeroko oczy.
- Jak to?! Ty kłamco przebrzydły! Jak możesz mówić takie rzeczy, pff - uciekła do kuchni.
Spojrzałam wymownie na Connora, który grzecznie za nią pomaszerował. Dalszej części wolałam nie widzieć ani właściwie nie słyszeć.
Założyłam więc oficerki, czapkę Kyle'a, ponieważ leżała najbliżej to raz, a dwa kochałam w niej chodzić, a następnie wyszłam na dwór. Nie wierzyłam w to, że moje kochane dzieci przyjechały same i wiele się nie pomyliłam.
- Hahahaha Phil zobacz jaki renifer! - głos Dana rozchodził się wyraźnie pewnie na dobre trzy kilometry.
- Sam jesteś renifer - skomentował, krótko Kyle głaszcząc Miętową - prawda, Rudolf? -  oczywiście nie mógł pozostać do końca poważny.
Gdy tylko zobaczyłam chłopców jeden leżał na sianie jak po środkach uspokajających, natomiast drugi biegał wokół stajennej choinki jakby zjadł za dużo czystego cukru. Oczywiście tuż za nim ciągnęła się biała linia, wysypująca się mu z kieszeni.
- Dan, było trzeba przewieźć od razu kilogram w torebce jeśli chciałeś się tym naćpać.
- Boże Effie! - zaraz mocno mnie przytulił.
Był naprawdę straszliwie wysoki i czułam się jak małe dziecko, którego odwiedza stara ciotka, tyle, że trochę mniej się ślini, ale bardziej brakuje ci tchu.
- Mam z pięć w samochodzie, bo tak właśnie myślałem, że jesteś na tyle biedna, że nawet na cukier cię nie stać!
- Niewiele się pomyliłeś - mruknął mój blondyn, całując mnie w czoło.
- Na was to i pięć nie staczy - wtrącił się Will.
- Dan, powiedz mi lepiej dlaczego Phil tak umiera, bo nie wiem, w którym miejscu dół kopać - zapytałam.
- Jak najdalej stąd - uśmiechnął się szeroko, za co dostał łokciem w brzuch. - Źle przeżywa zmianę klimatu, strefy czasowe i takie tam. Chyba ma gorączkę i wymiotuje...
- Oj tak - potwierdził Will.
- ... więc przydałoby się łóżko, ale Twoi przystojniacy powiedzieli, że zajęłaś wszystkie trzy.
Spojrzałam na chłopców, mrużąc oczy, kiedy oni niemalże sikali ze śmiechu, a zmieszany Dan nieco nie zrozumiał żartu.
- Mniejsza z tym, bierz go na rączki i zaraz pokażę ci, gdzie go możesz położyć. Przyda mu się ciepła kąpiel, łóżko i kakao.
Powędrowaliśmy w słońcu do domu, gdzie Elvia siedziała z Connorem przy kominku zajadając się tym razem jakimiś cukierkami prosto z Islandii. Zabrałam blondynce jednego, gdy miała już go wkładać do ust, po czym pokazałam Danowi wolny pokój na dole, by nie musiał za daleko nosić Philla.
- Eff, słyszałaś, że na choinki powinno się stawiać prawdziwe świeczki? - zaczęła Elvia, przytulając się do mnie na kanapie.
- A tylko spróbuj, to wrzucę cię do kominka i będziesz robić za pieczonego Świętego Mikołaja - odwróciłam się do Connora - nawet jej nie broń, bo ty będziesz jej towarzyszył jako elf bez nóżek.
- Hohohoho, byliście w tym roku grzeczni?! - do pokoju wszedł Will z choinką na głowie, a zaraz za nim Kyle w przebraniu seksownej śnieżynki.
Oczywiście nie obyło się bez dwuznacznych komentarzy, ponieważ blondyn na białych bryczesach miał tylko spódniczkę baletnicy oraz jakąś marną podkoszulkę, a wokół szyi owinął sobie srebrny łańcuch choinkowy.
- Dla mnie i tak będziesz najprzystojniejszy - zaśmiałam się - oczywiście poza Moon Childem...
- I Connorem - wtrąciła El, która pewnie liczyła na jakiś drogi prezent gwiazdkowy.
Dwa ogromne worki z prezentami zostały rzucone obok choinki, a moi panowie ubrali się nieco porządniej, mimo to Kyle nadal zostawił sobie swój oryginalny szalik, ponieważ uparł się, że to nadzwyczaj stylowe. Oczywiście nie śmiałam zaprzeczyć, chociaż do końca dnia przez twarz przewijał mi się z tego powodu złośliwy uśmieszek.
Wyszliśmy na zewnątrz żeby podzielić się z końmi opłatkiem, a gdy wróciliśmy złożyliśmy sobie mnóstwo jakże oryginalnych życzeń w stylu; "Żebyś brzydsza i biedniejsza już nie była", ale nie obeszło się także bez ciepłych słów przy kominku oraz łez w oczach. W końcu przyszedł czas na prezenty, gdzie Elvia niemalże przebierała nóżkami w miejscu, poza czaprakami, bryczesami i blablabla rzeczami konnymi, czyli codziennego użytku, znalazły się także np. zestawy do łowienia rybek podczas siedzenia na sedesie, jednorożcowe czy też żyrafowe onesie oraz piękne rysunki, ponieważ jedno z nas ma niesamowity talent do krzywych portretów. W końcu usiedliśmy także do jedzenia, które jak zwykle skończyło się na piciu, a następnie biciu moich pięknych, drogocennych bombek i prawiespalenia domu, a na koniec zezgonowaniu paru bezimiennych osób (Elvia, tak to El!), które zarzygały mi dywan, a następnie schody, a potem jeszcze łazienkę (bo już nie wspomnę o odcinku drzwi - łóżko).
Sama ostatecznie zostałam z Kylem sprzątając ten cały bałagan po naszej przekochanej rodzince do dobrej trzeciej. Okazało się, że alkoholu było więcej niż myśleliśmy, ale ostatecznie została jeszcze jedna butelka wina, którą wypiliśmy przy palącym się kominku, psami na dywanie, końmi w stajni, gośćmi w pokojach i kotem wpychającym się między nas.
Powiedzmy, że ta butelka miała w sobie tą całą magię świąt, którą stworzył dla nas przyjazd moich dzieci z FH i spędzenia razem, chyba już tradycyjnie, tych paru dni, kiedy szuka się atmosfery, którą wszyscy pamiętamy z dzieciństwa.
Dochodziła już piąta, chociaż na zewnątrz nadal jasno świeciły angielskie gwiazdy.
- Hej macie może jeszcze trochę tego brownie? - Elvia w fryzurze zróbtosam wyjęła jakąś łyżkę, po czym zaczęła wyjadać pozostałość ciasta z brytfanki.

1 komentarz:

  1. Zapraszam na rajd! :)
    http://estrellastud.blogspot.com/2015/12/noworoczny-rajd.html

    OdpowiedzUsuń