Jeśli już się pojawiłam to może w końcu jestem w stanie napisać oficjalnie;
KONIEC
z Cheltenham Stud pod moją opieką.
Zawody i Cheltenham Racecourse (czyli gonitwy) także przejmuje Elvia, jednakże ja oceniam tam konie.
Dlaczego zrezygnowałam 21 marca 2016 roku?
Ponieważ zakończyłam realnie swoją przygodę z wyścigami.
Przez trzy lata od najgorszej z najgorszych stajni, pięłam się do góry. Mozolnie i z wielkim trudem, ale w końcu udało mi się. To nie ja potrzebowałam wyścigów, ale wyścigi potrzebowały mnie. Jeden z najlepszych trenerów poprosił, bym trenowała na jego koniach. Spełnienie? Owszem.
Lecz potem się zakochałam; na początku delikatnie, w karej klaczy, potem mocniej w skarogniadej, a następnie w Knyagynya'i, za którą płaczę do tej pory. Trochę ze szczęścia, bo ten koń rozumiał mnie jak nikt inny i tak samo, tylko ja rozumiałam go.
Ale żeby nie było happy endu, to mimo, że byłam gotowa dać za klacz z moich marzeń 25 tys., to właściciel postanowił oddać ją w hodowlę.
Nigdy w życiu nie poczułam takiego bólu. Cheltenham, wyścigi, kojarzyły mi się tylko z nią i czułam się jakby ktoś zabrał mi kawałek duszy. Dosłownie.
Zrezygnowałam z Cheltenham właśnie wtedy, zrezygnowałam z wyścigów, w momencie, gdy klacz, której poświęciłam wszystko, wyjeżdżała, w moim kantarze, a ja nie mogłam zupełnie nic zrobić.
Tak jak mówiłam, Cheltenham było dla mnie miejscem prowadzenia nas virtualek za rączkę po ścieżce wydeptanej przez moją własną, realną pracę z końmi wyścigowymi, przez złe chwile, dobre, ale ważne, że ku lepszym wyścigom konnym.
I udało mi się, naprawdę, wiele rzeczy weszło w życie.
Więc dziękuję wam, moje kochane virtualki, za otworzenie się na to, co robiłam te trzy lata i za ugruntowanie tej początkowo małej, przetartej dróżki.
Tak jak mówiłam, Cheltenham było dla mnie miejscem prowadzenia nas virtualek za rączkę po ścieżce wydeptanej przez moją własną, realną pracę z końmi wyścigowymi, przez złe chwile, dobre, ale ważne, że ku lepszym wyścigom konnym.
I udało mi się, naprawdę, wiele rzeczy weszło w życie.
Więc dziękuję wam, moje kochane virtualki, za otworzenie się na to, co robiłam te trzy lata i za ugruntowanie tej początkowo małej, przetartej dróżki.
Bardzo ci współczuję i całkowicie rozumiem co znaczy odebranie ci konia nad ktorym nie tylko pracowalas ciezko, ale i kochalas. Mam nadzieje ze w ujezdzeniu tez odnajdziesz pasje :*
OdpowiedzUsuń