konie: Miętowa Herbatka, American Colony
jeźdźcy: Effie Collins, Kyle Jenkins
Siedziałam z Kylem na ziemi wtulona w niego dobre pół godziny, a reszta zdążyła zebrać już konie z maszyny oraz wypuścić je na obiecane pastwiska. Po galopie należał im się upragniony odpoczynek. Słońce było gdzieś wysoko na niebie, rozświetlając promienie stajnie ciepłem. Zdjęłam kurtkę i rzuciłam ją pod któryś boks.
- Ja nie wiem, że ty taka nieułożona jesteś - mruknął Kyle.
Odwróciłam się przodem do niego, włożyłam kosmyk włosów za ucho, po czym powiedziałam starając się z całych sił, by zabrzmiało to tak, by sprowokować blondyna.
- I ty naprawdę masz coś przeciwko? - podniosłam wysoko brwi.
Chłopak zaskoczony roześmiał się uroczo, następnie przyciągając mnie do siebie w geście poddania się całkowicie. Tym razem wygrałam. Spojrzałam szczęśliwa obserwując jego niebieskie oczy oraz słodkie dołeczki w policzkach. Dotknęłam ich ciekawsko zafascynowana. Były naprawdę fantastyczną rzeczą, która nadawała Kyle owi swoistego roztargnionego charakteru małego chłopca. Potrafił być cholernie bezmyślny w swojej paplaninie, jednak przeplatało się to z pewną odpowiedzialnością w sposób irracjonalny i śmieszny. Złapał mnie w pasie, a następnie podniósł do góry, niosąc na rękach.
- Kyle! - pisnęłam.
Z całego serca nienawidziłam, gdy ktoś nosił mnie w swoich ramionach, jednak blondyn pocałował mnie delikatnie w czoło nieco uspokajając. Zrobił to przynajmniej na tyle skutecznie, że przestałam się wyrywać. Zamknęłam oczy niezadowolona. Następne miejsce które zauważyłam to kolejny boks, jednakże w tym stała Miętowa Herbatka, a zaraz obok jej kara siostra zastępcza. Przywitałam się z obiema zbyt wylewnie, za co chłopak obok oczywiście zaraz mnie zganił, z pretekstem, iż przy spotkaniu z nim się aż tak nie cieszę. W tamtym momencie wypadało się ugryźć w język, byleby tylko nie narazić się na więcej prychania z jego strony. Przytuliłam się jeszcze raz z całej siły, po czym weszłam do boksu.
- Gruba! - zawołałam do kasztanki, która popatrzyła na mnie wzrokiem z cyklu: 'Boże, znowu ona', po czym odwróciła się specjalnie głową w stronę żłobu, wypinając na mnie zad.
Usłyszałam jak drzwi obok przesuwają się z charakterystycznym dźwiękiem. Kyle usiadł wygodnie na sianie, rozglądając się zapewne czy nie wybrał sobie miejsca oznaczonego kupą. Sama poklepałam Miętową po zadzie, sunąc dalej ręką, aż do uszu. Złapałam ją za jedno, a kasztanka w pojednawczym geście opuściła łeb, wpychając mi go pod pachę. Oczekiwała ode mnie nagrody.
- Okey, ale tylko jedna - pokazałam klaczce kostkę cukru.
Zadowolona wzięła ją z mojej ręki i szybko schrupała zafascynowana.
- Eff, przestań rozpasać sobie konie. Nie dziwne, że potem nie mogą dobiec do celownika - krzyknął ze słyszalną satysfakacją.
Wyszłam z boksu , nawet go nie zamykając. Spojrzałam na blondyna w lewym rogu boksu. W myślach właśnie wsadzałam go na Moon Childa po tygodniowym odpoczynku, w boksie.
- Jaki dżokej, taki wyścig - chłopak opuścił raptownie kąciki ust do dołu, natomiast ja wyszczerzyłam się tak, jakbym dosłownie ukradła mu jego własny uśmiech - poza tym siedzisz na kupie - odwróciłam się na pięcie.
Wróciłam do kasztanki, która w przypływie wolności właśnie wystawiała jedną nogę na korytarz. Spojrzałam na nią gromkim wzrokiem i rzuciłam w jej stronę wiązankę słów, które miały po krótce oznaczać, by lepiej się cofnęła albo skończy w Kazachstanie. Kyle roześmiał się głośno, słysząc to, ale na tym skończył. Chyba dobrze wiedział, że wcale nie miałabym skrupułów tam też jego.
Obtarłam szybko, jakąś szmatką podrzuconą mi pod boks przez Kyle'a, Herbatkę. Względnie była oczyszczona kilka godzin temu, a mniej względnie i tak nie wysiliłabym się, żeby przeczesać ją jakąś grubszą szczotką z czystego lenistwa. Poza tym ku mojej irytacji, szczotki zostawiały nieładne ślady kurzu, kiedy ścierka pozbywała się wszystkiego na błysk. Obejrzałam sobie dokładnie kopyta klaczy przy czyszczeniu, musiałam w końcu zdecydować czy mamy kuć ją dzisiaj czy może jednak jutro. W końcu zdecydowałam się na popołudnie po treningu, by Miętowa lepiej to zniosła i przespała się z tym więcej niż jedną noc. Przejechałam dokładnie po jej ścięgnach, a następnie bukszynach. Było całkiem nieźle. Glinka złagodziła wcześniejszy stan zapalny na przodzie, natomiast tył wydał mi się w takiej samej kondycji w jakiej być powinien. Zawiązałam owijki, które miały poradzić sobie klaczce z problemem do końca, zadowolona, że tak szybko się z tym uporaliliśmy.
Niewiele zostało mi do zrobienia. Zwinnie założyłam tranzel, ścierkę, gruby pad oraz lekkie siodło z odpowiednim popręgiem. Ostatnio wymieniliśmy niemal wszystkie, zwracając uwagę, że od tych starszych konie zaczynają się nieelegancko oraz boleśnie odparzać. Poklepałam Herbatkę po szyi, a następnie przyłożyłam palec do ust, w geście teoretycznie uciszającym konia.
- Kyle, gotowy? - zapytałam podniesionym głosem, byle mnie usłyszał.
- Stoję tu przecież od dziesięciu minut i ja ciebie czekam, księżniczko - zapięłam toczek prychając teatralnie.
Zaraz zjawił się ze mną, mrucząc mi do ucha jakieś banały.
- Yhym - mruknęłam, kiedy zniecierpliwiona Herbatka obejrzała się na mnie z niesmakiem - A teraz przestań mi tu mydlić oczy i lepiej mnie podsadź - obejrzałam się na niego przez ramię, a już chwilę później siedziałam na koniu.
Dwa razy obróciłam się wokół boksu, pilnując by klacz przypadkiem nie przygniotła mnie do ściany.
- A kto mnie podsadzi? - zajęczał z boksu obok Kyle.
- Oh, daj spokój, podskoczyć nie potrafisz? - zapytałam wychodząc już na korytarz.
Blondyn powiedział coś pod nosem, po czym usłyszałam za sobą stukot końskich kopyt.
Wyjechaliśmy na dwór i czule ogarniające nas ciepło przedpołudnia. Dałam Herbatce całkowicie się rozluźnić, łapiąc za supełek wodzy. Kierowałam ją samymi łydkami oraz dosiadem w stronę toru treningowego. Zaraz obok mnie truchtał Kyle z American. Klacz spokojnie patrzyła przed siebie. Nie miała w sobie jakiegoś blasku, który nadawał mojej kasztance zdrowej postawy.
- Czarna wszystko dzisiaj zjadła? - zmartwiłam się.
Oczywiście powrót do nas mógł jej zaszkodzić, jednak nie wydawała się być o tyle przepracowana, co bez chęci do życia. Może popadła w jakąś depresję?
- Wszyściutko - odparł blondyn, dokładnie wiedząc, o co mi chodzi. Jakby na znak porozumienia poklepał karą po łopatce, nisko schylając rękę.
Nie chciałam jej ganiać po torze raz za razem, jendnak po dwóch tygodniach spokojnych kentrów powinna zacząć normalnie pracować, skoro jeszcze w tym sezonie miała biegać płoty. Miętowa pode mną szła równo, spokojnie, jednak z niebywałym zapałem w oczach.
Wjechaliśmy na dróżkę do kłusowania. Zebrałam lekko wodze, wchodząc na delikatny kontakt z klaczą. Dałam jej znak, że zaraz będziemy ruszały szybszym chodem, by w końcu delikatnie, płynnie zakłusować. Miętowa podniosła łeb do góry zadowolona. Ukradkiem zerkała na klacz obok niej. American sennie ledwo podosiła oczy.
- Hej, obudź ją trochę - poinstruowałam odruchowo Kyle'a, który zaraz zmierzył mnie groźnie wzrokiem.
Dokładnie wiedział, co ma robić i ba, próbował zwrócić uwagę klaczy na każdy możliwy sposób, ale ona miała to głęboko gdzieś. Wiedziałam bardzo dobrze, że żałuje, iż nie wziął ze sobą bata. Nie byłam jednak przekonana, gdyż była to chyba ostateczność w tej sprawie. A co do American miałam jeszcze nadzieje.
- Ja nie wiem, że ty taka nieułożona jesteś - mruknął Kyle.
Odwróciłam się przodem do niego, włożyłam kosmyk włosów za ucho, po czym powiedziałam starając się z całych sił, by zabrzmiało to tak, by sprowokować blondyna.
- I ty naprawdę masz coś przeciwko? - podniosłam wysoko brwi.
Chłopak zaskoczony roześmiał się uroczo, następnie przyciągając mnie do siebie w geście poddania się całkowicie. Tym razem wygrałam. Spojrzałam szczęśliwa obserwując jego niebieskie oczy oraz słodkie dołeczki w policzkach. Dotknęłam ich ciekawsko zafascynowana. Były naprawdę fantastyczną rzeczą, która nadawała Kyle owi swoistego roztargnionego charakteru małego chłopca. Potrafił być cholernie bezmyślny w swojej paplaninie, jednak przeplatało się to z pewną odpowiedzialnością w sposób irracjonalny i śmieszny. Złapał mnie w pasie, a następnie podniósł do góry, niosąc na rękach.
- Kyle! - pisnęłam.
Z całego serca nienawidziłam, gdy ktoś nosił mnie w swoich ramionach, jednak blondyn pocałował mnie delikatnie w czoło nieco uspokajając. Zrobił to przynajmniej na tyle skutecznie, że przestałam się wyrywać. Zamknęłam oczy niezadowolona. Następne miejsce które zauważyłam to kolejny boks, jednakże w tym stała Miętowa Herbatka, a zaraz obok jej kara siostra zastępcza. Przywitałam się z obiema zbyt wylewnie, za co chłopak obok oczywiście zaraz mnie zganił, z pretekstem, iż przy spotkaniu z nim się aż tak nie cieszę. W tamtym momencie wypadało się ugryźć w język, byleby tylko nie narazić się na więcej prychania z jego strony. Przytuliłam się jeszcze raz z całej siły, po czym weszłam do boksu.
- Gruba! - zawołałam do kasztanki, która popatrzyła na mnie wzrokiem z cyklu: 'Boże, znowu ona', po czym odwróciła się specjalnie głową w stronę żłobu, wypinając na mnie zad.
Usłyszałam jak drzwi obok przesuwają się z charakterystycznym dźwiękiem. Kyle usiadł wygodnie na sianie, rozglądając się zapewne czy nie wybrał sobie miejsca oznaczonego kupą. Sama poklepałam Miętową po zadzie, sunąc dalej ręką, aż do uszu. Złapałam ją za jedno, a kasztanka w pojednawczym geście opuściła łeb, wpychając mi go pod pachę. Oczekiwała ode mnie nagrody.
- Okey, ale tylko jedna - pokazałam klaczce kostkę cukru.
Zadowolona wzięła ją z mojej ręki i szybko schrupała zafascynowana.
- Eff, przestań rozpasać sobie konie. Nie dziwne, że potem nie mogą dobiec do celownika - krzyknął ze słyszalną satysfakacją.
Wyszłam z boksu , nawet go nie zamykając. Spojrzałam na blondyna w lewym rogu boksu. W myślach właśnie wsadzałam go na Moon Childa po tygodniowym odpoczynku, w boksie.
- Jaki dżokej, taki wyścig - chłopak opuścił raptownie kąciki ust do dołu, natomiast ja wyszczerzyłam się tak, jakbym dosłownie ukradła mu jego własny uśmiech - poza tym siedzisz na kupie - odwróciłam się na pięcie.
Wróciłam do kasztanki, która w przypływie wolności właśnie wystawiała jedną nogę na korytarz. Spojrzałam na nią gromkim wzrokiem i rzuciłam w jej stronę wiązankę słów, które miały po krótce oznaczać, by lepiej się cofnęła albo skończy w Kazachstanie. Kyle roześmiał się głośno, słysząc to, ale na tym skończył. Chyba dobrze wiedział, że wcale nie miałabym skrupułów tam też jego.
Obtarłam szybko, jakąś szmatką podrzuconą mi pod boks przez Kyle'a, Herbatkę. Względnie była oczyszczona kilka godzin temu, a mniej względnie i tak nie wysiliłabym się, żeby przeczesać ją jakąś grubszą szczotką z czystego lenistwa. Poza tym ku mojej irytacji, szczotki zostawiały nieładne ślady kurzu, kiedy ścierka pozbywała się wszystkiego na błysk. Obejrzałam sobie dokładnie kopyta klaczy przy czyszczeniu, musiałam w końcu zdecydować czy mamy kuć ją dzisiaj czy może jednak jutro. W końcu zdecydowałam się na popołudnie po treningu, by Miętowa lepiej to zniosła i przespała się z tym więcej niż jedną noc. Przejechałam dokładnie po jej ścięgnach, a następnie bukszynach. Było całkiem nieźle. Glinka złagodziła wcześniejszy stan zapalny na przodzie, natomiast tył wydał mi się w takiej samej kondycji w jakiej być powinien. Zawiązałam owijki, które miały poradzić sobie klaczce z problemem do końca, zadowolona, że tak szybko się z tym uporaliliśmy.
Niewiele zostało mi do zrobienia. Zwinnie założyłam tranzel, ścierkę, gruby pad oraz lekkie siodło z odpowiednim popręgiem. Ostatnio wymieniliśmy niemal wszystkie, zwracając uwagę, że od tych starszych konie zaczynają się nieelegancko oraz boleśnie odparzać. Poklepałam Herbatkę po szyi, a następnie przyłożyłam palec do ust, w geście teoretycznie uciszającym konia.
- Kyle, gotowy? - zapytałam podniesionym głosem, byle mnie usłyszał.
- Stoję tu przecież od dziesięciu minut i ja ciebie czekam, księżniczko - zapięłam toczek prychając teatralnie.
Zaraz zjawił się ze mną, mrucząc mi do ucha jakieś banały.
- Yhym - mruknęłam, kiedy zniecierpliwiona Herbatka obejrzała się na mnie z niesmakiem - A teraz przestań mi tu mydlić oczy i lepiej mnie podsadź - obejrzałam się na niego przez ramię, a już chwilę później siedziałam na koniu.
Dwa razy obróciłam się wokół boksu, pilnując by klacz przypadkiem nie przygniotła mnie do ściany.
- A kto mnie podsadzi? - zajęczał z boksu obok Kyle.
- Oh, daj spokój, podskoczyć nie potrafisz? - zapytałam wychodząc już na korytarz.
Blondyn powiedział coś pod nosem, po czym usłyszałam za sobą stukot końskich kopyt.
Wyjechaliśmy na dwór i czule ogarniające nas ciepło przedpołudnia. Dałam Herbatce całkowicie się rozluźnić, łapiąc za supełek wodzy. Kierowałam ją samymi łydkami oraz dosiadem w stronę toru treningowego. Zaraz obok mnie truchtał Kyle z American. Klacz spokojnie patrzyła przed siebie. Nie miała w sobie jakiegoś blasku, który nadawał mojej kasztance zdrowej postawy.
- Czarna wszystko dzisiaj zjadła? - zmartwiłam się.
Oczywiście powrót do nas mógł jej zaszkodzić, jednak nie wydawała się być o tyle przepracowana, co bez chęci do życia. Może popadła w jakąś depresję?
- Wszyściutko - odparł blondyn, dokładnie wiedząc, o co mi chodzi. Jakby na znak porozumienia poklepał karą po łopatce, nisko schylając rękę.
Nie chciałam jej ganiać po torze raz za razem, jendnak po dwóch tygodniach spokojnych kentrów powinna zacząć normalnie pracować, skoro jeszcze w tym sezonie miała biegać płoty. Miętowa pode mną szła równo, spokojnie, jednak z niebywałym zapałem w oczach.
Wjechaliśmy na dróżkę do kłusowania. Zebrałam lekko wodze, wchodząc na delikatny kontakt z klaczą. Dałam jej znak, że zaraz będziemy ruszały szybszym chodem, by w końcu delikatnie, płynnie zakłusować. Miętowa podniosła łeb do góry zadowolona. Ukradkiem zerkała na klacz obok niej. American sennie ledwo podosiła oczy.
- Hej, obudź ją trochę - poinstruowałam odruchowo Kyle'a, który zaraz zmierzył mnie groźnie wzrokiem.
Dokładnie wiedział, co ma robić i ba, próbował zwrócić uwagę klaczy na każdy możliwy sposób, ale ona miała to głęboko gdzieś. Wiedziałam bardzo dobrze, że żałuje, iż nie wziął ze sobą bata. Nie byłam jednak przekonana, gdyż była to chyba ostateczność w tej sprawie. A co do American miałam jeszcze nadzieje.
- Pamiętasz jak American biegała przed Derby? - zapytał.
Spojrzałam nieco zaskoczona pytaniem. Dokładnie rok temu American została ogłoszona najgorszym koniem w naszej stajni. Dzięki bogu, że nie naszej hodowli. Zawsze włóczyła się gdzieś z tyłu, obawiając się koni, ponosiła raz po raz. Przy mocniejszym treningu przed Derby nabrała ochoty do współpracy, po jakimś czasie nawet przestała krzywo chodzić o biegać po bandach. Mimo to koniecznie chciałam ją sprzedać, a niezły start w Derby tylko mi w tym pomogło.
- Dlaczego właściwie ją kupiłaś? - Kyle zasypywał mnie pytaniami, na które chyba nie potrafiłam odpowiedzieć - Naprawdę myślisz, że teraz na dłuższym dystansie lepiej jej pójdzie? Przecież ona chodzi jak pokraka. Może i rodziców ma dobrych, ale oboje wiemy, że to mieszanki z nieznanych hodowli, którym jednak się udało. Tak, to były koń Elvii, ale i ona zdecydowała się ją sprzedać. Co cię do cholery podkusiło?
Spojrzałam na niego bezradnie, następnie na Herbatkę, która była jednym z naszych najlepszych trzylatków, na krótkich dystansach.
- Jedziemy mocny kenter, łeb w łeb. Możesz ruszyć pierwszy. Koło z zakrętem - poinstruowałam zasępiona. - Wydaje mi się, że ona potrzebuje dużo czasu i pracy - dodałam, zwalniając już do stępa.
Wygodnie rozsiadłam się w siodle. Podciągnęłam popręg dwie dziurki, ponieważ kasztanka wciągnęła powietrze, a następnie skróciłam się na oko z osiem dziurek tak, że kolana wystawy mi nieco ponad siodłem. Kyle zrobił to samo. Zebrał mocno wodze na szyi karej, oparł wygodnie ręce i usiadł w klęczkach.
Miętowa delikatnie szarpała wodze, napierając na nie, co chwilę. Podniosłam zewnętrzną rękę wyżej. Zirytowana zaczęła szukać wędzidła, jednak przez chwilę nie ruszyłam dłoni nawet o centymetr. Dopiero, gdy opuściła łeb zdenerwowana, zaczęłam szukać kontaktu na wysokości jej pyska, tym razem bardziej zdecydowanie. Starałam się na ile mogłam, pomóc jej łydkami. Dzięki doświadczeniu jakoś się odnalazłyśmy. Czułam kasztankę mocno w ręce, na zadowalającej kontroli jej ruchów. Spojrzałam w bok. Kyle nieco wysunął się do przodu z American. Kiedy tylko usłyszała za sobą konia, zaczęła dreptać w miejscu. Oboje dobrze wiedzieliśmy, że ten koń musi w końcu nauczyć się normalnie chodzić. Wnioskowałam, że w poprzedniej stajni na takie zachowanie reagowano stresem. Wręcz przewidywaniom karej Kyle rozluźnił się odruchowo, miękko siadając, opuszczając wodze i kierując mocniej łydkami niż wodzą. Zdziwiona klaczka zaczęła strzyc uszami, a chwilę później lekko skakać w bok. Blondyn odpuścił całkowicie. Trzymał się tylko oraz uważał na ruchy konia, by ten nie zrobił sobie krzywdy. American dopchnęła go do płotu, jednak skrócone strzemiona nie dały jej szans na poszkodowanie jeźdźca. Złapał on w końcu wodze, nakierowując ją spokojnie na właściwy tor. Uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy American weszła jak gdyby nigdy nic. Herbatka podążyła w krok za nią.
*Kyle Jenkins*
Oddałem American nieco wodzy, kiedy ruszaliśmy. Spokojnie na znak łydki zareagowała jakby zaskoczona zachowaniem jeźdźca. Dobrze może i była koniem wyścigowym, ale także zwierzęciem, które kuliło się w sobie. Podczas powolnych przejażdżek wydawała się tylko dziwnie otępiała i sztywna. Teraz jakby kukulując to wszystko, stała się jeszcze tępa w pysku. Mimo to wiedziałem, że złotym środkiem nie jest przemoc, ale współczucie. Po prostu nie tym razem. Klaczka była zbyt wrażliwa, ba, przewrażliwiona. Nie lubiła człowieka, a tym bardziej tego, co powinna kochać - wyścigów. Napawała mnie całkowitym zwątpieniem, jeśli jednak mieliśmy zgodnie pracować, potrzebowaliśmy czasu oraz spokoju. Policzyłem w myślach czas, który klaczka właśnie straciła na wyszarpywanie się z kontaktu. Przecież mogła lepiej go spożytkować. Nie męcząc się długo, zmniejszyłem mostek, by było jej wygodniej, a także nieco skróciłem krok, przy czym musiałem się całkiem nieźle namachać. Klacz niemal topiła się w swoim wyroku, zapadając nisko. Łapała całą równowagę na ręce jeźdźca, co sprawiało mi niemały ból. Musiałem ściągać ją z ręki i ustawiać nieco wyżej szyją. Wyglądało to mniej więcej jak delikatne zaokrąglanie jej z nosem w pionie. Gubiła mi się, co rusz w ręce, jednak zaabsorbowana pracą, zupełnie nie zauważyła Herbatki, która momentalnie znalazła się obok nas. Postanowiłem, że wcale nie będę zwracał na to jej uwagi. Ustawiłem ją nadal przede wszystkim tak, żeby wyraźnie się podniosła przy większej prędkości i mocniejszym treningu. Powoli zaczynałem czuć,a także widzieć, że łapie, o co chodzi. Podniosła łeb na tyle, na ile była w stanie, także jej postawa nieco się zmieniła. Wypchnęła pierś do przodu tak, że klatka się już nie zapadała, a zad niosła wyczuwalnie wyżej. Dopiero teraz jej ruchy były płynne, taktowne, a nie jakby jej kamień ugrzązł między trybikami.
- Dzielna dziewczynka - nieznacznym ruchem, przejechałem ręką po szyi Colony.
Może i klaczka wymagała jeszcze wiele pracy, ale zdecydowanie nadawała się do niej w sam raz. A mowy nawet nie było, że nic nie da się z tym zrobić. Wystarczyło dojście do karej od tej lepszej strony, pozwalając jej ma swobodę oraz naukę na własnych błędach.
*Effie Collins*
Miętowa szła mi elastycznie w ręce. Ładne, delikatne odbicia od ziemi były kwestią naszej długotrwałej pracy nad tym. Cóż, warto było. Teraz mogłam zdecydowanie stwierdzić, iż kasztanka była jednym z najwybitniejszych koni w treningu jak i wyścigu. Miała swoje wyznaczone tępo, ładnie zbierała krok zaraz po prośbie, a jej przyspieszenie nie stawało pod znakiem zapytania. Lekkie popchnęcie w szyję, a ciało wyciągało się momentalnie. Nie miałyśmy problemu, by dogonić American. Zadowolona Herbatka pojawiła się obok niej po stu metrach. Wywęszyła nutę rywalizacji, więc oparła się mocniej na wodzach. Wcale jej o to nie prosiłam, więc zaraz została skracona lekkim szarpnięciem ręki w górę. Zrozumiała natychmiast, jednak się pociągając. Włożyłam jej wygodnie ręce w szyję, by iść za jej ruchem, a także nie przeszkadzać. Zbliżyłam ją na drugiej prostej do American z Kylem. Spojrzał się na mnie, jakby wyrwany z transu, a zaraz potem podchwycił, o co chodzi. Dopchnęłam łydką Miętową już całkowicie. Czułam przy sobie, ocierające się o moją nogę, strzemię Jenkinsa. Oddech Miętowej na chwilę zamarł, gdy zmieniła nogę, a następnie zrównał się z klaczą obok. Pozwoliłam by tym razem poszła nieco mocniej, lecz nadal w ręce. Oddałam jej centymetr wodzy. Zadowolona poprawiła kenter, krocząc miarowo do przodu. Delikatne kołysanie zapewniało mnie, że ruch jest poprawny, a równe odgłosy odbicia oraz ładna faza lotu mówiły o elastyczności kasztanki. Zakręt pokonaliśmy w dobrym czasie i zadowalającym tempie. Czuć było, że obie klaczki świetnie radzą sobie z dystansem. Zaraz za drugim przejazdem musieliśmy jednak hamować. Nie chciałam by Miętowa zaraz przeszła do stępa, dałam nam więc dobre sto metrów na zatrzymanie się. Mogło to tylko pomóc koniom, także nie miałam problemu ze zwiększeniem dystansu. Stał się on domniemanym rozprężaniem koni po wymagającym treningu.
Gdy tylko przeszliśmy do stępa, odpuściłam klaczy dwie dziurki popręgu tak, by mogła spokojnie oddychać pełną piersią. Następnie wydłużyłam optymalnie strzemiona, spoglądając na Kyle'a. Kiedy pochwycił mój wzrok, zapytałam, chyba nadal bojąc się odpowiedzi:
- I jak?
Uśmiechnął się rozpromieniony.
- Może coś jeszcze z niej wyrośnie - szczęśliwy puścił wodze tak, że opadły na szyję karej klaczki.
- Najwyższy czas - westchnęłam tylko w odpowiedzi.
To był zdecydowanie udany trening, w Herbatce ćwiczyłam przede wszystkim wytrzymałość, a także starałam się, by nie spadła z formy. Owszem łatwo mówić, że przejażdżka była nienaganna, kiedy robi się ją szybciej. Wtedy koń nie ma nawet czasu na myślenie. Szczególnie w pełni sezonu. American jednak ćwiczyła dosłownie wszystko od oddechu, przez swój pokraczny krok. Za dwa tygodnie powinna być w stanie skakać z Ventosą pojedyncze płoty, jendnak jej start odkładam na daleką przyszłość.
Spokojnie, już stępem domaszerowaliśmy do stajni. Wcale nam się nie śpieszyło. Na dzisiaj mieliśmy już kończyć, a każdy raczej ucieka od karmienia w drugą stronę. Przyjechaliśmy idealnie, wymigując się od tej czynności. Wjechaliśmy przez stajnie do maszyn i tam dopiero rozsiodłaliśmy konie. Nie miałam problemu, żeby nie robić tego w boksie, szczególnie kiedy konie są starsze, a raczej nauczone, by nie uciekać. Złapałam siodło w jedną rękę, a drugą zdjęłam ogłowie z łba kasztanki. Zainteresowana nagle zaczęła weszyć obok moich kieszeni. Zaśmiałam się, klepiąc ją, po czym wyjęłam upatrzoną kostkę cukru. Teraz chyba oczywiste było, dlaczego klaczka jest tak posłuszna. Oczywiście zawsze oczekuje nagrody. Po moim trupie.
Sprzęt odłożyłam na swoje miejsce, wcześniej przemywając wszystko wodą, natomiast ścierkę wrzuciłam razem z resztą do pralki. Było piętnaście minut po dwunastej, a po konie mogłam przyjść za ponad pół godziny. Odnalazłam więc Kyle'a, który krzątał się oczywiście obok stołu bilardowego na górze. Sprzęt leżał rzucony pod kanapą, natomiast na niej leżała zwinięta w kulkę Aida. Usiadłam obok niej. Kyle obdarzył mnie jednym ze swoich uwodzicielskich uśmiechów, po czym położył kij na stole i podszedł bliżej. Aida zawyła obruszona, kiedy już miał usiąść obok mnie.
- Zmykaj stąd, już - przegonił ją.
Suczka usiadła na przeciwko nas, dokładnie obserwując każdy ruch.
WHK Anarkia zaprasza na III Towarzyskie Zawody w Pony Games! :)
OdpowiedzUsuńNie, to wcale nie pomyłka!
OdpowiedzUsuńWłaścicielka Sueno Stud ma stadninę koni arabskich i serdecznie zaprasza na otwarcie! Z tej okazji: loteria, zawody i oczywiście darmowe oferty! http://alicante-arabians.blogspot.com/
Caroline Cheney,
Właścicielka Alicante Arabians i Sueno Stud :D