Jeszcze dwa dni temu roczniaki nie wiedziały, czym jest śnieg. Potem nagle zaczęły się ogromne mrozy, a następnie cały świat pokrył się białym puchem. W końcu był 24 grudnia.
Z samego rana oczywiście ruszyliśmy z wstawianiem naszych podopiecznych do maszyny, ponieważ nikt normalny nie wziąłby się za trening w Wigilię, a na pewno nie moi chłopcy. Wyjątkowo ucieszeni tańczyli z przestraszonymi młodziakami, do piosenek lecących z ipoda Williama. Otuliłam się moją różową kurtką, wcisnęłam nos w szalik i ruszyłam im z pomocą. Dwa swetry stanowiły całkiem przyzwoitą ochronę, chyba żadne z nas nie było przyzwyczajone do takich mrozów, kiedy śniegu w Cheltenham nikt nie widział od dobrych dwóch lat. Chyba, że mówimy o tym sztucznym, którym Kyle potrafił obsypywać wszystkich i wszystko.
- Zostawcie Herbatki i Nobody's Hero - poleciłam grzecznie, po czym sama zabrałam się za czyszczenie naszych podopiecznych.
Chłopcy mimo zdziwienia, posłuchali mnie, a ja w tym czasie ruszyłam do domu. Musiałam obowiązkowo zadzwonić do Philla, który błąkał się po szpitalach. Jego znużony głos sugerował, że nadal nic się nie zmieniło. Chłopak spadł wczoraj ze sprytnego Chandresha, po czym zarzekał się, że nic mu nie jest. Fioletowa ręka i jęki bólu w nocy zmusiły mnie do odesłania go do lecznicy. Chciałabym wierzyć, że nie nic nie złamał, jednakże wszyscy przestaliśmy się łudzić, co do wyników prześwietlenia. Załatwienie tego było czystą formalnością. Mimo to musieliśmy zostawić bruneta w szpitalu i zająć się stajnią.
Wyciągnęłam z szafy sześć pudeł z ozdobami świątecznymi, po czym położyłam jedne na drugim. Miałam nadzieję, że nie pośliznę się po drodze z tymi wszystkimi światełkami i bombkami, bo przecież o jakiejkolwiek widoczności nawet nie było mowy. Okey, jeden krok, drugi krok, jeden krok, drugi krok. Tak, jakoś wróciłam do stajni, a blondyni zaraz zabrali ode mnie to wszystko, stawiając pod dachem i podnosząc wysoko brwi.
- Moi panowie, na koń - uśmiechnęłam się szeroko, biegnąc już po ogłowie i derkę z polaru.
Nie miałam zamiaru nie mieć już żadnego wyboru, dlatego też pierwsza zabrałam sprzęt Miętowej Herbatki. Kyle wziął Czarną, nastomiast dla Willciama został Bohater.
- Czy wy naprawdę chcecie mnie zabić? - stał tak chwilę poirytowany, gdy my stroiliśmy sobie z niego żarty.
- Myślę, że i tak nieźle się trzymasz - uśmiechnął się szeroko Kyle.
Allen przymrużył oczy, otworzył nogą drzwi i tak samo je zamknął.
Wyścigowce były już czyste, a mimo to nie bardzo wiedziały, co się dzieje. Kyle podsadził mnie w końcu na Miętową, a sam zwinnie wskoczył na jej siostrę. U Willa wsiadanie wyglądało już mniej zgrabnie. Chciał wsiąść z drewnianego stołka, którego właściwie nigdy nie używamy, jednak koń, gdy już William był w powietrzu, odskoczył w bok, a chłopak wylądował w białym puchu. Ściągnął wodze, lekko za nie szarpnął i tym razem po prostu wskoczył na jego grzbiet. Nobody's chwilę przestraszony kręcił się wokół własnego ogona, ale gdy blondyn usiadł już normalnie, zaraz pozbierał się, a następnie zaczął dreptać w miejscu.
- Mam przynajmniej nadzieję, że śnieg wszędzie jest taki miękki - Allen nadal udawał obrażonego, ale chwilę potem śmiał się już z Kyle'a.
Mieliśmy mnóstwo lampek oraz łańcuchów przewieszonych przez nas oraz konie, dlatego początkowo sami wyglądaliśmy jak choinki. Wzdłuż całej drogi do Cheltenham rozwieszaliśmy ozdoby, a także wokół toru. Chwilę potem William pojechał po kolejne bombki i światełka, ponieważ tylko większą część udało nam się zabrać za pierwszym razem. Wkrótce wszystko było bardziej kolorowe, chociaż niekoniecznie drzewka były równo poubierane. W nocy wraz z ozdobami, które już dawno zawiesiliśmy na latarniach, miały tworzyć cudowną atmosferę. Przecież byliśmy rodziną na swój urokliwy sposób.
- Kyle, to ty ubierałeś to drzewko? - Will powstrzymywał uśmiech, ukrywając go w zielonym szaliku.
Jenkins zawrócił zgrabnie Czarną, która niezadowolona weszła po nadgarstki w śnieg. Gdy była już na tyle blisko Bohatera, że niemal dotykała go nosem, Willciam zebrał wodze, wplótł ręce w jego grzywę, po czym odsunął łydkę lekko do tyłu, przyciskając ją jednocześnie mocniej. Nobody's ruszył do przodu ładnym galopem, zapadając się głęboko w puchu. Przestraszona Herbatka odskoczyła w bok tak, że niespodziewający się niczego Kyle wylądował na ziemi, zatapiając się całkiem w śniegu i wzniecając chwilowy entuzjazm u Czarnej oraz okolicznych białych płatków, które podniosły się burzą wokół niego.
Dźwięcznie rozszedł się śmiech Williama, który znalazł się na ogierze tuż obok mnie. O dziwo Herbatka stała przerażona w miejscu, dlatego też pierwszym, co zobaczyłam była ręka Kyle'a, wynurzająca się ze śniegu w poszukiwaniu wodzy. Gdy już je złapał pojawiła się jego blond czupryna i sine usta. Szybko wstał, następnie kopiąc puch tuż przed gniadym ogierem. Koń stanął na tylnich nogach, przez co zaraz również William wylądował o wiele niżej niż powinien był siedzieć. Chłopcy spojrzeli po sobie z tym tajemniczym uśmiechem, następnie ścigając mnie za nogę w dół.
Mójbożetenśniegbyłtakokropniezimny. Tak, mniej więcej określa to moją pierwszą reakcję. Drugą była ochota zemsty i zrezygnowanie, bo Miętowa postanowiła być tą bardziej "szaloną". Galopowała wesoło wokół nas i pozostałej dwójki koni, bawiąc się oraz prychając w najlepsze. W końcu Kyle złapał jej wodze, rzucając się na nie, po czym przejechał za Herbatką jakieś trzy metry zanim się zatrzymała, po drodze gubiąc jeszcze czapkę.
Wstał, popatrzył na nas wyniośle, następnie chyba zbyt poważnie stwierdził:
- Mam śnieg tam, gdzie generalnie nie powinno go być.
- To znaczy w gaciach? - rozbawiony William tarzał się po śniegu.
Kyle podniósł ręce wysoko do góry.
- Sto punktów za odpowiedź. Wygrywasz magiczny dodatkowy lot w poniedziałek rano! - śmiał się przez wypowiadane słowa.
Wszyscy mieliśmy już czerwone nosy od mrozu, a konie coraz bardziej zaczynały się denerwować. Nie chcieliśmy jeszcze ich przemęczać, dlatego też odstawiliśmy je do boksów. Nawet nie wsiadaliśmy z powrotem, po prostu grzecznie za nami dreptały, ciekawsko zerkając na te wszystkie połyskujące ozdoby. Dokładnie powycieraliśmy im nogi suchą słomą. Następnie zaczęliśmy owijać wszystkim naszym podopiecznym nogi owijakami. Łącznie z roczniakami.
Podeszłam do All Your Reason, w których czaił się chłopak z zimnoblond włosami. Uśmiechnął się szeroko na mój widok, a ja nawet nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć.
- Powiedz mi, czy ty piłeś rano? - oparłam ręce na biodrach.
Kasztanowaty ogier stał sobie grzecznie z r ó ż o w y m i owijkami na nogach. Westchnęłam z poirytowania, jednakże jakoś mile rozbawiona.
- Może - Will wyszczerzył swoje białe ząbki.
Zaraz Kyle zaczął mnie dźgać po żebrach, a jako iż nie miałam łaskotek, było to jego ulubione zajęcie.
- Willciam oszalał! - krzyknął - Słyszycie? Teraz możecie go zabrać do psychiatryka! Hej, Allen, może na gwiazdkę przyślemy ci paczkę z piżamą - poklepał blondynka po plecach.
- Nie, nie zostawcie to już - zaśmiałam się cicho, oddając hołd ludziom z normalnymi warunkami pracy.
Chłopcy uciekli z boksu i na chwilę mi zniknęli z pola widzenia. Pozakładałam więc jeszcze derki reszcie koni, ponieważ zapowiadało się na dość zimną noc.
- Eff! - krzyknął uradowany William zza ogromnej, zielonej choinki.
- Przecież mamy już jedną w domu - ta, która znajdowała się teraz w rękach chłopców była dwa razy większa.
- Jesteś głupia czy głupia? - Kyle wyszczerzył się słodko.
- A mogę nie odpowiadać na to pytanie? - ruszyłam po ostatek ozdób.
Naprawdę w przyszłym roku powinnam pomyśleć o większej ilości tego wszystkiego. I tak obwieszona była większość przedmiotów, która mogła.
Blondyni postawili drzewko po środku placu, następnie sami na drabinach zaczęli je stroić. Nie miałam pojęcia jak mielibyśmy wcisnąć na sam czubek złotą gwiazdę, dlatego też zostawiliśmy ją w spokoju po wszelkich próbach. Tak, William próbował nawet skakać na drabinie, którą Kyle z troski mu ją w końcu zabrał, przez co Will przysięgał, że zacznie się wspinać po drzewku na górę. Oczywiście porzucił swoje marzenia, gdy tylko zaczęło przechylać się pod jego ciężarem.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon, chcąc sprawdzić godzinę. Oczywiście nie reagował już na dotyk, dlatego też zaczęłam marzyć o jakimś nowym zegarku. Ostatni umarł wraz z moim upadkiem z Herbatki. Po pięciu minutach w końcu udało mi się go odblokować nosem, co Kyle zignorował, byleby nie dać Willowi powodu do jeszcze lepszego humoru, który poprawiał się dosłownie z minuty na minutę. Było już dobrze po piętnastej, więc zaraz zaczęło się wyraźnie ściemniać. Blondyni pobiegli włączyć światełka, a gdy już im się to udało (bez wysadzenia korków w całym Cheltenham), stanęłam tuż przed choinką ze wzrokiem wlepionym w te wszystkie piękności. Każdy element, wraz z koniem na środku, świecił się mocno tysiącem kolorów. Może nie jednocześnie, jendakże wszystko idealnie się komponowało. Włącznie z choinką.
- Wooooooooooooow - wyjęczeli obaj naraz, gdy tylko wrócili.
Widok zapierał dech w piersi.
- Tak to ja mogę spędzać Święta, co roku - mruknęłam cicho, po czym zadowolony z siebie William podniósł mnie i zaniósł do domu.
Było tam cieplutko, dzięki kominkowi w salonie, a cała drewniana budowa budynku dawała mu cudowną atmosferę. Allen rzucił mnie na kanapę, a sam zabrał się do podkładania drewna do ognia. W tym czasie Kyle oczywiście zniknął w kuchni. Zaczął odgrzewać całe jedzenie na Wigilię włącznie z pysznymi pierogami z kapustą i grzybami. Wstawił je do piekarnika.
- Boże, jak to pięknie pachnie - usiadłam już w samym białym swetrze na kuchennym blacie.
Kyle uśmiechnął się subtelnie. Opowiadał mi o świętach, gdy jeszcze był mały. O tym, jak jego ojciec nigdy nie wracał, a przychodził zapity kilka dni później ze słowami "Wesołych Świąt" na ustach. Jego niebieskie oczy jakby zmętniały, więc zaraz zaczęłam poprawiać mu humor. Nie powinnam wybierać miedzy Kylem a Williamem, jednakże tego drugiego lubiłam jako przyjaciela, natomiast pierwszy. Ach, ten kochany Kyle Jenkins, marzenie. Powoli zaczęliśmy zastawiać coś w stylu szwedzkiego stołu, a gdy już większość potraw była gotowa, każdy z naszej trójki poszedł się ogarnąć. Tak, tak chyba nikomu już nie przeszkadza zapach stajni, lecz wypadałoby się umyć, po tak ciężkim dniu. Ciepła kąpiel była niczym zbawienie. Moje przemarźnięte nogi mogłyby moczyć się w wannie calutkie godziny. Niestety musiałam dość szybko się ogarnąć, więc założyłam granatowy sweter z białymi konikami, czarne spodnie i rozpuściłam wysuszone włosy. Nigdy nie odczuwałam potrzeby malowania się, nawet przy tych dwóch idiotach, jednakże tym razem coś mnie do tego popchnęło. Zeszłam jako ostatnia.
Nie powiem, każdy z blondynów wyglądał charakterystycznie dla siebie. Kyle założył białą koszulkę, której rękawy podwinął do góry oraz czarne spodnie. Allen natomiast został w swojej ulubionej zieleni, przemycając ją w plecionym swetrze, który ładnie komponował się z beżowym dołem.
- I to dla mnie się tak wystroiliście? - zaśmiałam się, siadając na kanapie pomiędzy nimi.
Obaj uśmiechnęli się szeroko, a wtedy tuż za białymi firankami mignęły mi światła. Zabrałam tylko granatowy szalik Kyle'a, który leżał gdzieś bliżej wyjścia, wybiegając na dwór.
W białych płatkach śniegu ukazała się wysoka blondynka, ciepło owinięta kurtką. Tylko niebieskie, a mimo to ciepłe oczy było widać miedzy czapką, a szalikiem. Wbiegłam na dziewczynę, nie zwalniając wcale tempa, przez co przewróciła się zaskoczona. Zaczęłam krzyczeć przeszczęśliwa:
- Boże Elvia? Elvia! Elvia! - dziewczyna mocno mnie objęła i tak po prostu leżałyśmy przez dobre pięć minut.
Gdy już wstałam, otrzepując się ze śniegu i nadal z tulącą się blondynką pod ręką, zobaczyłam tych wszystkich ludzi. William szczęśliwy śmiał się otwarcie z Phila opartego na ramieniu wniebowziętego Dana oraz Troya, który nie miał już tyle szczęścia i siedział nieruchomo na masce samochodu. Natomiast Kyle cały piękny w tym śniegu żywo rozmawiał z Danielle i Connorem. A wszyscy oni w cudnym, białym puchu, oświetleni lampkami, na tyle, że ich postacie odbijały się długimi cieniami po ziemi.
- Jak ja ich wszystkich kocham - mruknęłam pod nosem do Elvii.
Podniosła wzrok, przyglądając się następnie Kyle'owi.
- A tego tam - pokazała nieznacznym ruchem ręki na blondyna - to chyba najbardziej.
- Gdzie tam - westchnęłam - ciebie milion razy mocniej - uśmiechnęłam się, podlizując się dziewczynie, która tylko przymrużyła oczy, a następnie zaczęła ogarniać całą gromadę.
Wraz z załogą Homeastead z zasypanej śniegiem Minnesoty przyjechała czwórka najlepszych koni, które wydawały się być w niezłej kondycji. Elvia wyjaśniła, że zatrzymali się na trzy dni w jednym z brytyjskich ośrodków treningowych, by ich podopieczni mogli odetchnąć.
Chłopcy zabrali się za wstawianie koni do wolnych boksów, a ja z blondynką i Danielle ruszyłyśmy do ciepłego domu. Szatynka cały czas zachwycała się wszystkim dookoła, przez co El posłała ją po prezenty. Szybko więc zniknęła mi z oczu, a my zadowolone usiadłyśmy na kanapie przed kominkiem, tuląc się do siebie.
- Wiesz, takich Świąt nie mogłam sobie nawet wymarzyć - stwierdziłam w końcu.
- Widzisz, już nawet marzę za ciebie - zaśmiała się na tyle ciepło, że po prostu tylko wtuliłam się w nią jeszcze bardziej.
Dokładnie tego mi brakowało. Tak długi czas brakowało mi Elvii. Po prostu popłakać się można.
Ale nasz święty i cudowny spokój przerwała garść ludzi, którzy zaczęli wciskać się przez drzwi, zdejmować mokre kurtki oraz siadać wszędzie wokół nas. Dosłownie. Kyle zaraz znalazł się na dywanie przy kanapie, a Dan z Phillem gdzieś niedaleko kominka. William oczywiście musiał usiąść z tą całą swoją radością obok nas, natomiast połamany Troye dostał wygodne miejsce w fotelu od Connora. Hollingsworth znalazł się pod oknem z Danielle. A wszyscy z kubkami gorącej czekolady, szczęśliwi, blisko siebie.
- Kiedy będzie widać pierwszą gwiazdkę? - zagadnął po godzinie zaciekawiony Troye, próbując wyjrzeć za okno.
- Bardzo chętnie ci ją znajdę i przyniosę - Connor wstał.
- Pf i będziesz sam szukał? - zaraz do pomocy zgłosiła się dziewczyna, stojąca obok niego.
Chwilę potem większość z nas czekała już ubrana. Okey, może oprócz Mansella, który wybierał między zapięciem własnej kurtki, a nie przewróceniem się. Ostatecznie pomogła mu Elvia, klepiąc go na koniec po głowie niczym dobra ciocia.
- Ku przygodzie - wrzasnął William, otwierając drzwi.
- Naprawdę musiałeś to powiedzieć? - któryś z głosów rzucił w stronę blondyna.
Mogłabym zgadywać, że był to Kyle.
- Yhym - Will chwycił bat, który leżał w naszym stojaku na parasolki i podnosząc go ponad głowę wybiegł z domu.
Najzabawniejsze było to, że Connor z Jenkinsem nieśli Troye'a, który z powodu wynikłej sytuacji cały się uroczo zarumienił.
- Boże, jak ja ich uwielbiam - stwierdziłam po raz kolejny tego dnia, gdy Elvia po prostu szła z tyłu z rękami na mojej szyi.
Hej! Bardzo dziękuję Ci za wskazówki ;). Staram się, by treningi były chociaż w miarę dobre i każda podpowiedź jest dla mnie cenna. Właśnie ze względu na moją niewiedzę nie chciałam się zabierać za wyścigowce, ale uwielbiam ten sport i nie potrafiłabym mieć stajni bez tych koni. A z wiekiem koni trochę pomieszałam, muszę te roczniki ogarnąć, bo chciałam, żeby konie mogły już startować. Widziałam Twoją wypowiedź na virtual hot news. Mogłabyś podpowiedzieć mi coś również o arabach, jak bardzo różni się ich trening od folblutów?
OdpowiedzUsuńJestem zawsze chętna do pomocy w sprawie wyścigów, także jeśli masz pytania, nie ma problemu, zgłoś się do mnie ;3
UsuńHej, mamy małą sprawę. :)
OdpowiedzUsuńOstatnio pisałyśmy o tym, że fajnie byłoby zorganizować zakłady podczas wyścigów odbywających się na różnych hipodromach. Podkowa napisała, że zajmowałaś się czymś takim, niestety nie mogłam nic znaleźć na blogu... Rozumiem też, że to Twój pomysł i jeśli masz coś przeciwko to możemy sobie odpuścić. :)
Jeśli jednak się zgadzasz, byłybyśmy wdzięczne gdybyś wytłumaczyła Nam pokrótce na czym to polega. Jeśli czas pozwoli, można byłoby wprowadzić to do virta raz na jakiś czas. :)
I strasznie Nam głupio, że zapomniałyśmy wpisać Cheltenham na listę stajni... Poprawiłyśmy to.
Zdecydowanie nie mam nic przeciwko i jestem bardzo chętna do pomocy, jednakże zakłady w vircie mogą być niekoniecznie dobrym pomysłem.
UsuńJeśli chcecie szerzej porozmawiać w tej kwestii, zapraszam na gg ( 1844694) ^^
http://wsks-winter-mist.blogspot.com/2015/01/triple-crown.html
OdpowiedzUsuńTriple Crown... comming soon...